Chiński smok pożre europejską motoryzację?
Europejski przemysł motoryzacyjny przeżywa największy kryzys w swojej historii. W ciągu zaledwie dwóch lat dostawcy części ogłosili likwidację ponad 100 tys. miejsc pracy, a realna skala zwolnień może sięgać nawet 200 tys. osób. Branża mówi wprost: tak źle nie było nawet w czasie pandemii.
Rekordowe zwolnienia. Skala bez precedensu
Europejski sektor automotive znalazł się w punkcie krytycznym. Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA) wynika, że tylko w latach 2024–2025 dostawcy części dla producentów pojazdów ogłosili plany redukcji zatrudnienia obejmujące rekordowe 104 tysiące osób.
To wynik, który przebija nawet okres pandemii COVID-19 i kryzysu półprzewodnikowego. Dla porównania – w latach 2021–2022 zapowiedziane zwolnienia dotyczyły łącznie 53,7 tys. pracowników. Teraz mowa o średnio 4300 osób tracących pracę każdego miesiąca.
– „To sytuacja bezprecedensowa – w ostatnich dwóch latach ogłoszono redukcję ponad 100 tys. miejsc pracy. Nie udało nam się powstrzymać krwawienia” – komentuje Benjamin Krieger, sekretarz generalny CLEPA.
To jak likwidacja 10–15 wielkich fabryk
Eksperci podkreślają, że oficjalne dane nie oddają pełnej skali problemu. Redukcje etatów dotykają nie tylko producentów części, ale również samych producentów samochodów.
– „Proszę zwrócić uwagę na to, że mówimy wyłącznie o sektorze części i podzespołów. A w ostatnim czasie mieliśmy też duże redukcje zatrudnienia u producentów samochodów. Myślę, że bliższe prawdy są szacunki mówiące o liczbach rzędu 150–200 tysięcy osób, które już straciło albo za chwilę stracą pracę w sektorze motoryzacyjnym w Europie. To jakby zlikwidować 10–15 dużych fabryk” – mówi w rozmowie z Interią Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Problemem jest także brak nowych miejsc pracy. W ciągu ostatnich pięciu lat ani razu nie udało się stworzyć więcej niż 10 tys. nowych etatów rocznie w sektorze produkcji części motoryzacyjnych.
Chiński „smok w pokoju” i słaby popyt na elektryki
Jednym z głównych powodów załamania jest rozczarowujący popyt na samochody elektryczne w Europie, który zmusza producentów do korekty planów i uderza w cały łańcuch dostaw. Drugim – coraz silniejsza ekspansja chińskich marek.
Benjamin Krieger określa chińskie auta mianem „smoka w pokoju”, który stopniowo pożera europejski przemysł motoryzacyjny. Choć ich udział w rynku UE wciąż jest stosunkowo niewielki, tempo wzrostu budzi niepokój.
W Polsce w 2025 roku zarejestrowano 49 161 samochodów chińskich marek, wobec 10 696 rok wcześniej – to wzrost o blisko 350 proc. W grudniu co dziesiąte nowe auto sprzedawane w kraju pochodziło z Chin.
– „Jeśli chińskie firmy obejmą 10 proc. rynku, mówimy o milionie samochodów, które nie zostaną wyprodukowane w UE. To oznacza miliony niewyprodukowanych opon, siedzeń czy szyb i bezpośrednie konsekwencje dla zatrudnienia” – ostrzega w rozmowie z Interią Jakub Faryś.
Giganci tną etaty. Zwolnienia także w Polsce
Fala zwolnień objęła już największych graczy branży. Redukcje zatrudnienia ogłosiły m.in. Bosch, Continental, Forvia, Valeo, Schaeffler i Grupa ZF. Programy restrukturyzacyjne prowadzą także producenci aut: Audi, Mercedes, Porsche i Volkswagen.
Problem dotyka również Polski. 12 stycznia dyrekcja fabryki FCA Poland w Tychach poinformowała o rezygnacji z trzeciej zmiany produkcyjnej i zwolnieniach obejmujących ponad 740 pracowników. Zakład należący do koncernu Stellantis produkuje m.in. modele Alfa Romeo Junior i Jeep Avenger.
Branża apeluje dziś o pilny dialog z Komisją Europejską. – „Dyskusja o redukcji emisji CO2 musi uwzględniać realne możliwości przemysłu i miejsca pracy” – podkreśla prezes PZPM. Bez tego europejska motoryzacja może nie podnieść się z największego kryzysu w swojej historii.
źródło: motoryzacja.interia.pl, Financial Times, zdjęcie autorstwa usertrmk na Freepik
Dodaj komentarz