Prośby kierowców zostały wysłuchane. Sygnalizacja do zmiany
Media huczą o rewolucji na drogach, a to za sprawą rekomendacji, które przygotowali naukowcy pracujący na zlecenie Ministerstwa Infrastruktury. Dotyczą one sygnalizacji świetlnej w Polsce, a pod lupą znalazła się między innymi dobrze znana kierowcom zielona strzałka.
Sygnalizacja świetlna pod lupą naukowców
Jeżeli Ministerstwo Infrastruktury potraktuje zalecenia naukowców poważnie i wprowadzi proponowane przez nich rozwiązania w życie, kierowców czekają pozytywne zmiany – rekomendacje dotyczą bowiem tego, co – nomen omen – sygnalizowali od lat.
Po pierwsze na ulicach miałoby pojawić się więcej sekundników, które odliczają czas dla czerwonego i zielonego światła. Ale to nie wszystko. Pod lupą specjalistów znalazła się bowiem tzw. zielona strzałka, czyli sygnalizator S-2 pozwalający na warunkowy skręt na skrzyżowaniu.
Obecnie przed takim sygnalizatorem kierowcy muszą zatrzymać się tak samo jak przed znakiem STOP, a jeżeli tego nie zrobią, zapłacą mandat – taki jak za wjechanie na skrzyżowanie na czerwonym świetle.
Jak informuje portal brd24, na początku grudnia Komisja Infrastruktury wysłuchała przedstawiciela zespołu naukowego, który przygotował rekomendacje dotyczące zmian w sygnalizacji świetlnej – sprawa jest pilna, a nowelizacja przepisów konieczna i powinna wejść w życiu już w nadchodzącym 2026 roku.
Kto zatrzymuje się przed zieloną strzałką?
Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, w którym kierowcy muszą zatrzymywać się przed zieloną strzałką. Ale ilu kierowców faktycznie trzyma się tych przepisów?
– Prowadząc analizy wyników badań na temat 1500 przypadków z Bydgoszczy, Torunia, Inowrocławia, Warszawy, Grudziądza, okazało się, że 88 proc. z nas nie zatrzymuje się na zielonej strzałce – mówił w Sejmie cytowany przez brd24 dr inż. Damian Iwanowicz z Politechniki Bydgoskiej.
Naukowcy przyjrzeli się też liczbom wypadków związanych z sygnalizatorem S-2.
– Patrząc na analizy zdarzeń drogowych z niechronionymi użytkownikami dróg na zielonej strzałce to jest to poniżej 1 proc. wszystkich zdarzeń, z tego 0,07 proc. to zdarzenia z jakimś uszczerbkiem na zdrowiu. Jest to więc skala minimalna biorąc pod uwagę, że rocznie zdarzeń na sygnalizacji świetlnej jest ok. 45 tys. w Polsce. Zaproponowaliśmy więc, by kierowcy nie musieli się zatrzymywać, ale jest to obwarowane od strony inżynierii drogowej – zaznaczył.
Kierowcy nie będą już musieli zatrzymywać się przed zieloną strzałką. Będą mogli powoli i ostrożnie wjechać za sygnalizator. Co więcej, takie strzałki będzie można zostawiać tylko tam, gdzie kierowcy mają dobrą widoczność, gdzie jest teren zabudowany i gdzie prędkość maksymalna wynosi najwyżej 50 km/h.
O to kierowcy prosili od lat
Druga z rekomendowanych zmian to wynik wsłuchania się w głosy kierowców – chodzi o montaż sekundników odliczających czerwone i zielone światło.
To może być jednak problem, bo formalnie sekundniki można zakładać tylko tam, gdzie sygnalizacja świetlna jest stałoczasowa. Nowoczesne sygnalizacje dostosowują się jednak do ruchu. Stąd rekomendacja, by wprowadzić przepisy pozwalające na montaż sekundników również na sygnalizacjach zmiennoczasowych. To oznaczać może tylko jedno – sekundników wkrótce przybędzie.
Nowe przepisy powinny wejść w życie w przyszłym roku, ale wiceminister Bukowiec już zapowiedział, że to się nie uda, a zmian możemy spodziewać się dopiero w 2028 roku.
Dodaj komentarz